Obserwuję, myślę, piszę

Strona główna » biznes » Jak się rozwiało moje dobre zdanie o pewnej krakowskiej restauracji

Jak się rozwiało moje dobre zdanie o pewnej krakowskiej restauracji

Zdarza mi się na blogu jechać po branży (własnej i spokrewnionych), po wpadkach, czasem po mediach. Rzadko jednak mam tak nieodpartą chęć pojechać po przedstawicielu innej branży, na dodatek z wymienieniem z nazwy (choć nie z nazwiska). Ale jak się zasłużyło…

Wczoraj, o czym wszyscy wiedzą, był Sylwester. Po raz pierwszy od kilku lat zostałam „wyciągnięta” na większą imprezę. Były bilety, sukienka w szafie, buty na wysokim obcasie, mocny makijaż, brokat i cała reszta zajmującego czas blichtru.

Całość zaczynała się o 20:00. Choć tłumaczyłam towarzystwu, że to oznacza, że wystarczy się zjawić o 20:30, nie pomogło. O 20:10 byliśmy na miejscu i zobaczyliśmy… olbrzymią kolejkę przed wejściem. Ja wiem, że mróz rzędu -5 nie jest tragedią, ale stanie w cienkich rajstopach i butach na cienkiej podeszwie przez 20 minut przed wejściem to znacznie więcej niż wkurzające (tym razem na imprezę przyjechałam samochodem, więc wydawało mi się naiwnej, że nie muszę pod suknię wkładać dżinsów, a na nogi ciepłych botków).

Kolejka okazała się być kolejką do szatni. Co prawda szatnię teoretycznie obsługiwały 3 osoby, ale  praktyce w jednym czasie tylko jedna, bo wejście (szatnia to pomieszczenie) jest tak wąskie, że i tak nikt więcej się nie zmieści. Mało tego – szatnia była… płatna! (tak, dobrze czytacie, na zamkniętej imprezie, na którą należało wcześniej wykupić nietanie bilety, żądano opłaty za szatnię w wysokości 3 zł). Nie ukrywam, że dla mnie jest to zagranie poniżej pasa – 3 zł to niby nie majątek, ale wolałabym zapłacić 5 zł więcej za wejście, a nie słyszeć, że mam płacić za szatnię na Sylwestrze. Tym bardziej, że przyjeżdżając własnym samochodem, specjalnie nie biorę ze sobą portfela (bo po co mi?)…

Po tych przygodach już byłam nastawiona bardzo negatywnie, choć był to dopiero początek. Kolejną wpadką był stolik, który miał być na dole, w tzw. głównej sali, a jakimś cudem (jak twierdziła pani organizator, ona nie ma pojęcia jak to się stało – przepraszam, ale jeśli ona jest organizatorem, to kto ma mieć pojęcie, jak nie ona??) znalazł się na górze. Poczułam się jak w jakiejś klasie – zwykła sala z jarzeniówkami, nieosłoniętymi oknami, żółtymi ścianami. Na całej sali nie było żadnej dekoracji – nawet jakiegoś balonu, ani drobnej serpentyny, czegokolwiek. Na dodatek stoliki były ustawione na tyle ciasno, że każdy, kto chciał wyjść lub wejść do sali, musiał się przeciskać między krzesłami przy naszym stoliku i tym stojącym naprzeciwko.

Wieczoru zaskakująco nie zaczynała kolacja. Co więcej, obsługa nie umiała powiedzieć za ile dokładnie będzie ciepłe danie. W takim układzie skończyło się tak, jak było do przewidzenia – ludzie rzucili się na rozstawione na korytarzach  zimne płyty z wędlinami. Pieczony świniak zniknął chyba w 20 minut. Dość szybko zabrakło talerzyków i filiżanek (jak to możliwe, że nie było ich wystarczająco?). Na dodatek kelnerzy nie przynosili gorących napojów do stolików, tylko należało samemu:

  • znaleźć czystą filiżankę
  • stanąć w kolejce do samowara
  • przygotować saszetkę z herbatą lub kawą (kawy były w miseczkach, takich od musli)
  • dotrzeć do samowara (co nie było krótkie, bo samowar był jeden na 300 osób, uzupełniany wodą z jednego czajnika)
  • jeśli siedziało się na górze – wnieść sobie gorącą filiżankę po schodach…

Ponoć na górze też miał być samowar z gorącą wodą, ale rano się zepsuł i przez cały dzień organizatorzy nie znaleźli ani jednego zamiennika, nawet termosu, który byłby uzupełniany gorącą wodą…

Sala do tańca – dla mnie podstawa Sylwestra – nie była malutka, choć podobnie jak reszta – zupełnie nieubrana. Całość jej wystroju stanowiło kilka reflektorów + balony leżące na parkiecie („świetny” pomysł – co chwilę było słychać huk balonu, w który trafiła szpilka tancerki…). Tylko, że ta sala byłaby optymalna prawdopodobnie przy ok. 150 osobach (czyli mniej więcej takiej ilości, jaka była na dole, a nie na dwóch poziomach). Licząc oczywiście, że nigdy wszyscy nie tańczą równocześnie i zawsze jest część, która w ogóle nie tańczy – wówczas na sali byłoby tłumnie, ale dałoby się tańczyć bez masowej ilości siniaków. Przy 300 osobach na zabawie, nie było na to szans – przy popularnej melodii ciężko było zatańczyć cokolwiek innego niż mocna przytulanka dookoła siebie.

Last but not least to DJ. Nie wiem skąd oni wzięli tego gościa, ale to co sobą reprezentował, nie nadawałoby się nawet na dyskotekę dla nastolatków. Początkowo puszczana muzyka nie była zła, choć do rewelacji jej było daleko. Z czasem jednak było tylko gorzej – o 3 90% czasu wypełniało marnej jakości disco polo, bez rytmu, ładu i składu. A DJ coraz częściej powtarzał frazę o „płukaniu gardełek” i wezwanie do odpowiedzi „jak się bawi, jak się bawi…”. Doszedł do 2 takich powtórzeń w ciągu jednego utworu.

Dodatkowo gość nie szanował gości wieczoru – kilkakrotnie zwracano mu uwagę, że sposób w jaki mówi i to co mówi jest źle odbierane – zamiast przyjąć krytykę i próbować coś zmienić, facet publicznie wyśmiewał osoby zwracające mu uwagę!

Jakby tego było mało, w pewnym momencie pojawił się na górze (w dość początkowej fazie zabawy, gdy jeszcze wiele osób nie zawitało na salę taneczną) i przedstawił się jako przedstawiciel organizatora. Gdy posypały się skargi, nagle szybko okazało się, że on „tu przyszedł z grzeczności”, że „nie do niego te pretensje” i że tak naprawdę „to on nie jest przedstawicielem organizatora, tylko pracuje tu”. Więc po co kłamał??

Jeśli doszliście aż tu w czytaniu mojego opisu, należy się Wam nagroda – ujawnienie nazwy i miejsca tego Sylwestra 2008/2009. To był Dwór Czeczów, a organizatorem było krakowskie Magillo. Znałam ich od strony restauracji Magillo, jeszcze z czasów gdy siedziałam głęboko w branży ślubnej i miałam bardzo pozytywne zdanie, choć miałam czasem drobne zastrzeżenia co do obsługi. Niemniej wydawało mi się, że firmując swoją nazwą Sylwestra, zobowiązują się do pewnej jakości. Jak widać – niestety nie.

Reklamy

17 Komentarzy

  1. Krzysztof Kuliga pisze:

    Szanowna Pani

    Po przeczytaniu tego komentarza stwierdzam iż Szanowna Panijest jakąś niedowartościowaną Kobietą która nie umie sią bawić idąc na Sylwestra do Domu Kultury spodziewała się Pani czegoś lepszego?! Za 175zł chciała Pani mieć Wierzynek znajomi byli w Hawełce zapłacili pare zer więcej i byli w domu o 2.00 i to bynajmniej nie dlatego że zaniemogli A co do DJ to moje towarzystwo bawiło się świetnie ale wie Pani jak sie yżej sra niż sie Dupe ma to i Święty Be nie pomorze!!! Proponuje spróbować na przyszły rok nie sukienke a fartuch i do roboty to Pani wtedy zobaczy co to znaczy Sylwester Obsłudze należy Ładnie Podziękowaći chylić czoła że się dwoiła i Troiła ażeby doodzić takim Damulą jak Paniusia!!!

    • goldenrose2 pisze:

      Zastanawiałam się jak szybko pojawi się taki komentarz pod wpisem – 24 godziny…
      Panie Krzysztofie, zacznę od końca – przez ponad dwa lata pracowałam przy organizacji wesel, więc proszę mi wierzyć – wiem jak ciężka to praca. Moja nierzadko zaczynała się o 14-15 w piątek, a kończyła o 7 rano w niedzielę – z niewielką przerwą na kilka godzin snu z pt na sobotę.
      Poza DJ nie mam żadnych zastrzeżeń do obsługi – mam zastrzeżenia do organizatora, a to znaczna różnica (wiem, wpis jest długi, ale proponuję przeczytać go jeszcze raz – w którym miejscu w odniesieniu do Sylwestra mam pretensje do obsługi?).
      Czasem tak bywa, że ma się pecha i trafia się na osobę, która nie składa uszu, tylko potrafi wytknąć błędy. Nie zrobiłam tego za plecami organizatorów – od razu podczas zabawy zgłaszałam, że pewne rzeczy nie grają. I pewno gdyby chociaż spróbowali zareagować, to może darowałabym ten wpis, ale zamiast tego było wzruszanie ramion.

      Niemniej skoro Pan był gościem, to przyznam, że nie rozumiem aż takiego wzburzenia – nie wątpię, że za rok ponownie Sylwester w Dworze się odbędzie, więc Pan, jako gość, będzie znów miał okazję się tam bawić…

  2. Lukas70 pisze:

    e laska ja wiem czemu ty się tak czepiłaś tego Dj pewnie jesteś lalą tego nawalonego frajera który dymił co chwile do Dj że nie gra walczyków tylko gdzie co ty piszesz takie pierdoły jak żeś taka organizatorka to czemuś se nie zorganizowała sama sylwka a może chciałaś tylko cie magillo ubiegło co kolo grał tak że parkit miał pełny calutki czas ludzie z nim śpiewali jak kończył seta bili mu brawo i krzyczeli zeby został z nimi a ty sie go czepiasz bo ci walczyków nie grał trza było iść na sylwka na Helców tam pewnie sie nadajesz i skończ już jeżdzić po ludziach bo to wstyd

    • goldenrose2 pisze:

      Każdy ma prawo do własnego zdania – świadczy o tym fakt, że akceptuję (w moderacji) takie komentarze, jak Lukasa70.
      Jak widzę – nastąpiłam komuś mocno na odcisk – świadczą o tym statystyki i przesyłany link do tego wpisu (tak, w statystykach widzę z jakich stron wchodzono na wpis – m.in. z poczty wp i o2).

      Od razu uprzedzę – komentarzy wulgarnych nie będę akceptować i usuwam je bez zastanowienia. Także proszę nie próbować po raz kolejny – szkoda Waszego czasu.

  3. Taka tam pisze:

    Witam, pracowalam w tej restauracji, i obsluga -fakt – nie zawsze stawala na wysokosci zadania. co do wlascicieli, nie wypowiadam, sie bo zachowali sie i ladnie i nie ladnie jak odchodzilam wiec przemilcze, co do sylwestra,,,,odeszlam ale kolezanki zostaly,,,,slyszalam co sie dzialo,,,:) co do wrzatku to fakt, byl jeden samowar, drugi sie rano zepsul,,,szef ponoc wiedzial,,,,,ale jak to bywa 😀 zapomnialo sie pozniej,,,,,z relacji wynika na to ze w samej restauracji bylo duzo lepiej, ale to tylko z opowiadan, co do muzyki,,,,nie wypowiadam sie nie slyszalam, natomiast dj, ktory gral w Magillo, to jego znam, tzn bardziej to jak gra i wiem ze gra dobrze, i imprezy tez swietnie prowadzi, natomiast lubi wczesna pora zaniemuc,,,,:) zdaza sie….ale powiem szczerze ze jestem w stanie podzielic Pani zdanie, moze nie w 100% , ja sie bawilam w osp za 280 od pary i jestem zachwycona, muzyka swietna jedzenie rewelacja, szwecki stol wykwintny jak nie wiem zrobiony pod kuchnie meksykanska, i 🙂 szatnia nie byla platna 🙂 pozdrawiam,

  4. Taka tam pisze:

    a mam pytanie do Pani ktora zaczela temat 🙂 czy Nie prowadzi Pani knajpy na rybitwach badz tam nie pracuje?

  5. Monika pisze:

    Bardzo ciekawy blog. Z jeszcze wiekszym zainteresowaniem przeczytalam komentarze, ktorych tesci, prawde mowiac, nie spodziewalam sie. Pozwolcie, ze dodam wlasny komentarz.

    Od ponad 16 lat mieszkam w Stanach. Czytajac czasem, przyznam bardzo rzadko, komentarze do roznych artykulow na polskich stronach internetowych, bardzo szokluje mnie brak kultury osobistej internautow. Wiem, ze Internet zapewnia pewna anonimowosc, ale nigdy nie rozumiem dlaczego nagle ludzie sa tacy chamscy i musza innych tak wulgarnie obrazac.

    Co do Sylwestra – podstawowa zasada biznesu jest to, zeby usatysfakcjonowac klienta. „Klient ma zawsze racje”. Restauracja powinna byla byc przygotowana i tyle. Jesli nawet z punktu widzenia jednego klienta Sylwester sie nie udal, to trzeba cos zmienic. Duzo trudniej wyrobic sobie dobra opinie niz zla. Na dluzsza mete, biznesy, ktore tego nie rozumieja, nie maja prawo istnienia. Koniec, kropka.

  6. Miłośnik Walczyków pisze:

    O, cóż za zbieg okoliczności. Również wybraliśmy z partnerką zabawę w tym miejscu i muszę podzielić zdanie autorki.
    Najjaśniejszym punktem były potrawy oraz starania pań obsługujących. Ale starania to nie wszystko. Organizatorzy poszli na taką masówkę i minimalizm, że nie chciało im się „załatwić” dodatkowego termosu, zamówić obsługi czy przyozdobić sale. Odpowiednio zaplanowane czy opłacone nie zrobiło by tylu negatywnych emocji wśród klientów. A brak pokrycia kosztów szatni to szczyty (dez)organizacji.

    Nikt nie oczekiwał luksusowej zabawy wierzynkowej, ale jak się nie ma spełnionych minimum wymagań, to trudno oczekiwać pozytywnych głosów i zadowolenia. To nie była zabawa sylwestrowa, o „balu” nie wspomnę. Być może byli ludzie zadowoleni, którym taki styl odpowiadał. Ale było bardzo wielu, którzy zdecydowali się na ten Dwór na podstawie zapewnień organizatora i słysząc pozytywne opinie o Magillo. Oni już na pewno nie wrócą za rok, ale pewnie znajdą się kolejni frajerzy, którzy nabiorą się na ofertę lub niską cenę.

    Panie Krzysztofie, jeśli jeszcze chce się panu czytać ten blog (właściwie to nie mogę pojąć jak człowiek z takim szerokim horyzontem myślowym mógł trafić na ten blog) to sam pan wystawił sobie laurkę sposobem pisania i słownictwem. Ani interpunkcji, ani stylistyki, ani poprawności ortograficznej. Ludzie idą na zabawę aby się bawić, tańczyć, a nie po to, aby marznąć, czekać w kolejce po herbatę czy obijać się z innymi „tancerzami”. Nie, no poziom taneczny był żenujący. Jak się można ledwo obrócić w tańcu to o czym mówimy. Jeśli tylko takie argumenty przychodzą panu do głowy, to szkoda zachodu.

    Faktycznie widziałem wielu napakowanych facetów z łańcuchami na szyi i rozchełstaną koszulą, jakby udali się na dyskotekę a nie bal sylwestrowy. Jeśli chcecie się bawić z blondynkami w przykrótkich spódniczkach
    A jak trafię jeszcze raz na parkiecie na tych rozpychających się półgłówków, to nie zostanę im dłużny. Jeśli tolerancja wobec ludzi nie bawiących się przy utworach disco polo, tudzież miernych gwiazd polskiego „szał” biznesu nic dla pana nie znaczy, to próżne gadanie.

    Do Lukas…. kolejny elokwentny amant, który wyrywa nieznajome kobiety per „laska”. DJ jest w porządku, jeśli na zabawie sylwestrowej emituje utwory różnych pokoleń i gatunków. Ten reprezentował styl dyskoteki młodzieżowej albo potańcówki wiejskiej. No i niestety złamał regulamin pracy związany z piciem alkoholu w miejscu pracy. DNO i 3 metry mułu. A parkiet miał pełny, bo jego wielkość pozwalała na pomieszczenie 25-30% uczestników. Inni nie chcieli się tłoczyć jak śledzie. Proste ?
    Zaczynam wierzyć, że organizatorzy specjalnie przygotowali taką małą salę.

    Aha, czy panowie byli świadkami kłamstw pana DJ kiedy to próbując załagodzić zdenerwowanie klientów, podawał się za osobę organizatora ? w rzeczywistości nie miał żadnych praw …

    Z tanecznym pozdrowieniem, mając nadzieję że kolejne zabawy goldenrose będą bardziej udane.

    pozdrawiam

  7. szymon pisze:

    sylwester był kompetna klapa zimne jedzenie kolejka po kawe brak kawy brak cukru brak wody muzyka kiepska fatalna organizacja i co z tego ze tanio,tanio tez mozna zrobic dobra impreze ,komuna wszedzie trzeba było stac kolejka jak na matecznym nie polecam nikomu porazka

    • goldenrose2 pisze:

      Od wczoraj pojawiło się kilka komentarzy z tego samego IP, część nawet mocno podobnych do siebie. Ponieważ mam w tym momencie poważne wątpliwości, że ktoś z konkurencji Magillo macza w tym palce (a nie to miał na celu ten wpis), dlatego od razu informuję, że nie udostępniam swojego bloga do tego typu zagrań, (a kolejne komentarze – odrzucam).

  8. echo pisze:

    byłem z żoną na tym sylwestrze, totalna klapa, czuliśmy się jak na meczu, nigdy więcej

  9. D. pisze:

    Słyszałam ,że ludzie nie byli zadowoleni po sylwestrze w magillo ale żeby działy się tam takie cyrki !?
    Goldenrose troche mnie zmartwiłaś bo znajomi w tym tygodniu załatwiają tam bilety na sylwestra :-/ . Nie wybraliśmy magillo ze względu na świetną reputację ( bo takiej juz dawno wg. mnie nie ma) ale dlatego ,że mamy blisko i nie będzie trzeba załatwiać transportu.
    Po przeczytaniu tych wypowiedzi chyba jednak zmienimy miejsce spędzenia ostatniej nocy w roku :-/ .

    Pozdrawiam

  10. goldenrose2 pisze:

    @D. Mój wpis dotyczył Sylwestra organizowanego przez Magillo, ale w Dworze Czeczów. Podobno w samej restauracji było lepiej (choć przyznam, że w tym roku od obu tych miejsc trzymam się przezornie z daleka).

  11. miodek pisze:

    Czytając tego bloga chciałam dodać również swój komentarz i przekazać, iż w tym roku sylwester 2009/2010 według mnie i moich znajomych był bardzo udany:)

    Wszyscy stanęli na wysokości zadania (może to zeszłoroczne „złe zorganizowanie”i komentarze pootwierało oczka?) Szkoda, że musiała to pani doświadczyć na własnej skórze i z tego niezadowolenia dać innym do myślenia, bardzo mi przykro. W sylwestra tegorocznego byłam uczestniczką balu w restauracji i bawiłam się do upadłego:). Wielki szacunek dla tych co salę dekorowali, bo naprawdę się popisali, dla tych co mnie obsługiwali-bo zawsze o nas pamiętali-wielki szacunek dla DJ który rozkręcił bal, choć na początku było trochę ciężko ale po nitce do kłębka i świetnie się bawiliśmy. Słowa uznania należą się również kucharzą, którzy odstawili kawał dobrej (smacznej) roboty. Szatnia była zwolniona z opłat za co również plus. Świetny pokaz sztucznych ogni cieszących oko. Jedyną rzeczą do której mogę mieć zastrzeżenia to organizatorzy, którzy ewidentnie nie zamówili bezchmurnej pogody:D
    Wszystko dopięte na ostatni guzik i zero wpadek to coś co mnie zachwyciło.

    Pozdrawiam serdecznie i chylę czoła, zadowolenie moje rośnie i na pewno przyszły rok również tam spędzę.
    Ode mnie „pięć plus”.

  12. goldenrose2 pisze:

    @miodek Mogę tylko powiedzieć, że się cieszę, że w tym roku było inaczej 🙂 Niezależnie, czy dołożyłam do tego „cegiełkę”, czy nie, to ważne, że ktoś wyciągnął wnioski 🙂

  13. gosc pisze:

    Dj Shreku jest Klapą taka prawda… nie spełniony dj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: